sobota, 23 września 2017

Sweterki dla maluchów



... nie planuje, bo plany lubią się ***.......

Tak mogę napisać o tym projekcie. Planowałam je zrobić w trakcie wakacji tak, aby były gotowe na nowy rok szkolny. Jednak ja to lubimy mówić lepiej późno niż wcale. Dlatego dzisiaj mogę zaprezentować efekty swojej pracy.


Sweterki wykonane według wzoru z książki Klompelompe strikkekalender w rozmiarze 4 i 6 lat.


Włóczka wykorzystana do sweterków to Drops Cotton Merino. 


środa, 20 września 2017

Środa z książką: Dobre bakterie

Ostatnio moje życie przyśpieszyło. Sprawy zawodowe nakładają się na intesywne życie rodzinne. Dodatkowo wrzesień jest dość intesywnym miesiącem w pracy i przyznaję że odliczam dni do jego końca. Przez ostatnie 3 tygodnie nie miałam zbyt wiele czasu dla samej siebie i czuję zmęczenie, którego nie udało mi się zregenerować w weekendy.

Wieczorami przed zaśnięciem czytam koleją książkę Robynne Chutkan Dobre bakterie.


Na drutach mam prezent z okazji pierwszych urodzin dla małej dziewczyni, córki koleżanki. Tutaj nie muszę się zbytnio śpieszyć, bo mała świętować będzie dopiero w listopadzie.



Wpis w ramach

Pozdrawiam serdecznie

sobota, 9 września 2017

Podsumowanie diety zdrowa lekkość brzucha

Przez ostatnie dwa tygodnie byłam na diecie według zaleceń Robynne Chutkan. Dzisiaj chciałam podsumować te 10 dni z dietą bez soi, mleka, glutenu, cukru oraz alkoholu.
Przede wszystkim żałuję, że nie zmierzyłam się przed rozpoczęciem diety, gdyż zgubiłam brzuszek a i  moje boczki są mniejsze. Obwód w pasie zmniejszył się o około  3 - 5 centymetrów, a waga pokazuje 2,5 kg mniej. Czuję się lepiej i zdecydowanie lżej. Nie narzekam na wystający i ciężki brzuch, co było moją udręką. To właśnie uczucie ciężkości, wypełnienia i wzdęcia skłoniły mnie do rozpoczęcia diety. Przyznaję że miałam ciężkie chwile w poprzedni weekend. Całe szczęście, że był to dzień wolny od pracy, bo inaczej nie wiem czy dałabym radę powstrzymywać się od wiatrów. Przez cały dzień schodziło ze mnie powietrze i to dosłownie. Następnego dnia puściło mnie także zatwardzenie, które trzymało mnie od początku diety i  było głównym powodem dla którego wątpiłam w skuteczność diety. Jednak jak pisze Giulia Enders w książce Historia wewnętrzna istnieje coś takiego jak zasada trzech dni.  Jelito grube składa się z trzech części. Udając się do łazienki, zwykle opróżniamy tylko trzecią, ostatnią część jelita. Jego ponowne napełnienie potrwa najprawdopodobniej do następnego dnia. Przyjmując środki przeczyszczające możemy opróżnić wszystkie trzy części, dlatego w tej sytuacji mogą upłynąć kolejne trzy dni, zanim jelito będzie dostatecznie wypełnione, aby domagać się wypróżnienia. Dodatkowo osoby z wolnym pasażem jelitowym mogą potrzebować jeszcze dłuższego czasu, aby udać się do łazienki. Poprawkę należy także wziąć na płeć. U kobiet procesy trawienne przebiegają zwykle dużo wolniej niż u mężczyzn. Natomiast zalegające resztki pokarmowe w jelicie grubym są także doskonałą pożywką dla różnego rodzaju bakterii, które produkują gazy formujące wzdęcia.

Pierwsze trzy dni diety były trudne, gdyż wymagały zmiany nawyków oraz bezlitośnie wskazały ilość produktów do odstawienia. Jak już wspomniała we wcześniejszym poście, pierwsze dni diety były sporym wyzwaniem mimo, że odżywiamy się zdrowo. Aby nie spędzać zbyt dużo czasu w kuchni na gotowaniu podwójnych obiadów przez te 10 dni panowała zasada, że obiad zostaje przygotowany według zasad diety (całe szczęście, że moje kochane dzieciaki jedzą wszystko). Dodatkowo robiłam większe porcje, aby następnego dnia mieć gotowy lunch. W lodowce także czekała ugotowana kasza jaglana, którą w każdej chwili mogłam przygotować na śniadanie, obiad czy kolację. 

Przy dobrej organizacji dieta wcale nie jest uciążliwa.
Zanim przeszłam na dietę przygotowałam menu na tydzień, zakupiłam potrzebne i brakujące produkty. Przygotowanie posiłków ułatwiło mi bardzo posiadanie kilku dobrych pozycji kulinarnych jak i także świetne strony internetowe z przepisami dla alergików.  

Tak więc co jadłam i piłam?
Najprościej wygląda sprawa z płynami. Jako, że nie piję ani kolorowych napoi gazowanych ani gotowych soków owocowych ta kwestia była bardzo łatwa. W pracy piłam wodę z cytryną, w domu pokrzywę czy czystek. Najtrudniej było obejść mi się bez kawy, którą ograniczyłam do jednej filiżanki dziennie. 
Mleko nie jest moim faworytem i w lodowce stoi tylko, ze względu na dzieci (nie piją w domu mleka, wykorzystuje je do przygotowania naleśników) oraz, że pijemy kawę z mlekiem. Tak więc mleko do kawy zamieniłam na mleko migdałowe. Mleko migdałowe wykorzystywałam także do przygotowania śniadania. W weekend gotowałam owsiankę z kaszy jaglanej, natomiast w dni tygodnia przygotowywałam pożywne smoothie z owocami i kaszą jaglaną, które zabierałam do pracy. Przez te 10 dni nie jadłam kanapek z serem, nie spożywałam jogurtów, kefiru,masła czy śmietany. I o dziwo muszę przyznać, że wcale mi ich nie brakuje.
Cukier był najbardziej wymagającym składnikiem do wyeliminowania. Autorka zaleca całkowitą rezygnację nie tylko z cukru białego ale także tego ukrytego w produktach. Przeczytajcie uważnie etykiety, a najlepiej dodatkowo skorzystajcie z  wagi aby zobaczyć ile tak naprawdę jest tego cukru w danym produkcie.
Gluten okazał się łatwiejszym przeciwnikiem niż sądziłam. Od kilku miesięcy nie wykorzystuje mąki pszennej, to jednak chętnie sięgam po mąkę orkiszową i jęczmienną z których piekę chleb. W szafce kuchennej mam także mąką żytnią oraz owsianą, które także wykorzystuję. W tej kwestii sprawę postawiłam jasno, żadnego pieczywa (nie miałam ochoty na pieczenie bezglutenowego chleba, jednak upiekłam bezglutenowy jabłecznik na weekend). I tutaj odnajduję prawdopodobną przyczynę spadku wagi. Pieczywo własnego wypieku spożywałam każdego dnia, czy to na śniadanie, lunch czy kolację. Całkowita rezygnacja z domowych wypieków spowodowała drastyczne ograniczenie spożycia kalorii. Na śniadanie przygotowywałam sobie smoothie z kaszy jaglanej z owocami np bananem, borówkami czy truskawkami z mlekiem migdałowym. Na lunch jadłam resztki z obiadu, natomiast kolacji nie miałam. Po pierwsze  nie chciało mi się robić podwójnej a po drugie postanowiłam dać odpocząć układowi pokarmowemu wieczorem i nocą zachowując minimum 12 godzinną przerwę. Ostatni posiłek, najczęściej owoce spożywałam przed 19.

 
Przygotowanie obiadów okazało się dużo łatwiejsze niż sądziłam. Musiałam tylko trochę bardziej pokombinować, a raczej skorzystać z produktów mniej popularnych. Podstawę każdego posiłku stanowiła kasza  jaglana, gryczana, soczewica, nasiona strączkowe  lub ryż oraz duże ilości świeżych warzyw typu marchew, pietruszka, seler, cukinia, kalafior, oraz jarmuż. Dodatkowo przyprawy oraz moje ulubione mleko kokosowe. Uwierzcie, dzięki tym składnikom powstawały przepyszne i sycące dania. Część z nich możecie zobaczyć tutaj.

To co najbardziej mnie zaskoczyło  podczas diety to brak uczucia głodu. Jadłam to co miałam pod ręką (pod warunkiem, że spełniało warunki diety) oraz tyle ile chciałam. Po kilku dniach żołądek przyzwyczaił się także do mniejszego obłożenia i po prostu jadłam jeszcze mniejsze porcje. Nie przeszkadzało mi także, że inne osoby z mojego otoczenia spożywają posiłki przy mnie.

Co dalej?
Postanowiłam dalej kontynuować dietę. Co prawda nie w tak rygorystycznym wydaniu. Nie mam alergii na gluten, laktozę czy soję, dlatego wcale nie myślę o całkowitej rezygnacji z tych produktów. Jedak 4 - 5 dni w tygodniu zamierzam eliminować gluten czy mleko ze swojej diety. Biały cukier dawno dostał u nas czerwoną kartkę, to jednak jeszcze bardziej zwracam uwagę na cukier ukryty, który zamierzam wyeliminować w jak największym stopniu z naszej diety. Pozostałe dni wchodzą w grupę dni "normalnego jedzenia" w ramach wizyty u znajomych czy przygotowaniu posiłków dla gości, czy też najzwyklejszej przyjemności z przepysznego ciasta czekoladowego.


sobota, 2 września 2017

Tęczowe skarpetki

 Dzisiaj prezentuje jeden z wcześniej wykonanych projektów: tęczowe skarpetki.




Po wykonaniu dwóch par kolorowych skarpetek zostało mi jeszcze trochę włóczki. Za mało, aby zrobić jeszcze jedną parę, a za dużo aby tak po prostu wyrzucić. Z segregatora we wzorami, wyszperałam wzór na tęczowe skarpetki. W włóczkowym magazynie znalazłam resztki innej włóczki, która pasowała grubością i tak powstały niżej prezentowane skarpetki.

Teraz mogę powiedzieć, że jestem przygotowana do zimy ;-)

środa, 30 sierpnia 2017

Środa z ksiażką W drodze do lekkości

W weekend skończyłam czytać książkę Robynne Chutkan Zdrowa lekkość brzucha, którą prezentowałam podczas ostatniego wpisu w ramach Środa z książką organizowanej u Maknety.



Przeczytałam i polecam każdemu, kto chciały choć trochę poznać powody swoich problemów trawiennych. Książka nie wprowadza bynajmniej nowej wiedzy dla osób zorientowanych w zdrowym czy ekologicznym żywieniu, jednak stanowi dobry początek dla osób niezorientowanych w temacie.
Nikogo chyba nie trzeba przekonywać, że to co jedli nasi dziadkowie, a to co spożywamy my dzisiaj niewiele ma wspólnego ze sobą. Mimo bezustannego dostępu do jedzenia, większość osób w krajach rozwiniętych jest niedożywiona. Bo jedzenie a pożywienie to dwie zupełnie inne sprawy. Jedzenia nie brakuje na sklepowych półkach.  Kolorowe opakowania i agresywne reklamy zachęcają nas do kupowania i spożywania produktów o długim terminie spożycia, które w trakcie procesu produkcyjnego zostały wzbogacone o tony witamin i innych składników odżywczych. Natomiast prawdziwego pożywienia nie trzeba wzbogacać, gdyż sam w sobie zawiera wszystkie nie zbędne dla nas składniki. Bo żywność, którą spożywamy każdego dnia powinna odżywiać nasz organizm a nie rujnować zdrowie.

W każdym razie nie odłożyłam książki na półkę. Jestem w trakcie 10 dniowego planu uwolnienia się od wzdęć, toksyn i trawiennego balastu. Mimo, że odżywiamy się bardzo świadomie, zdrowo i racjonalnie to przyznam szczerze, że dieta wymaga sporo wysiłku. Plan ten wymaga zmiany patrzenia na jedzenie, uważnego czytania etykiet i świadomego wyboru. Najtrudniej pozbyć się tych wszystkich automatycznych kroków. Np. Codziennie rano zaczynałam dzień od filiżanki kawy z mlekiem, jeśli miałam wolny dzień potrafiłam wypić nawet 3 - 4 kawy do godziny 15. Całe szczęście, że oduczyłam się słodzić kawę kilka miesięcy temu, bo inaczej dratyczne ograniczenie kawy byłoby torturą. Pierwszego dnia automatycznie nastawiłam wodę na kawę, jednak przypomniałam sobie, że muszę ograniczyć kawę do minimum. Wytrzymałam bez kawy do południa. Zaparzyłam filiżankę kawy około 13, dolałam mleka migdałowego. Pierwszy raz piłam kawę tak długo i uważnie, delektując się każdym łykiem. Następnego dnia sięgam po filiżankę czarnego napoju w pracy, podczas popołudniowego spotkania oddziału. Dzisiaj nie czuję potrzeby wypicia kawy.  Piję więcej pokrzywy i czystka.


Chutkan zaleca całkowite wykluczenia następujących produktów z diety
- soja - produkty sojowe w naszym menu praktycznie wcale nie goszczą, ze względu na modyfikacje genetyczną. Wyjątek stanowi sos sojowy.
- sztuczne słodziki, z tym nie ma problemu bo nigdy nie używałam. Nawet kupując od czasu do czasu napój gazowany wybieram ten z cukrem a nie aspartamem.
- przetwory mleczne. Ten punkt stanowi wyzwanie. Jako, że żaden z domowników nie ma alergii na laktozę to produkty mleczne znajdują się w naszej lodówce, głownie jogurt naturalny, kefir, masło i żółty ser. Ja jeszcze piłam kawę z mlekiem i stosowałam mleko do wypieków typu naleśniki. Samo mleko jest jednak ograniczone do minimum, gdyż podczas wakacji udało nam się zaobserwować poprawę pracy układu trawiennego u G. Przez miesiąc, kiedy to prawie nie spożywał produktów mlecznych przestał mieć problemy z brzydko pachnącymi gazami.
- gluten, także stanowi wyzwanie. Od kilku miesięcy nie spożywamy mąki pszennej, jednak wykorzystuję mąkę jęczmienną i żytnią do wypieków. Chleb nadal piekę dla dzieci, ja natomiast zrezygnowałam z wypieków na ten okres.
- alkohol, hmmm, jakoś wytrzymam weekend bez lampki wina.
- cukier. Tutaj także pojawiły się schody. Mimo, że ograniczyłam spożywanie cukru w naszej rodzinie do minimum, to cukier ukryty w produktach jest wyzwaniem.

Jako, że tylko ja jestem na diecie to muszę trochę bardziej pokombinować z ciepłymi posiłkami i lanczem do pracy.

Po zakończeniu diety zamierzam przeczytać kolejną książkę Robynne Chutkan Dobre bakterie.

Na drutach ma sweterek według tego samego wzoru co poprzedni, jednak tym razem dla starszego.


sobota, 26 sierpnia 2017

Kolorowe skarpetki

Na początku kwietnia prezentowałam zdjęcia kolorowych skarpetek, które zaczęłam dziergać dla siebie. Skarpetki zostały skończone dość szybko, jednak jak to najczęściej bywa, zabrakło czasu na zrobienie zdjęć. Zawsze wypadało coś ważniejszego. Jednak koniec z wymówkami i trzeba zabrać się do pracy.




Teraz pora zacząć dziergać skarpetki dla maluchów.

środa, 16 sierpnia 2017

Środa z książką: Zdrowa lekkość brzucha

Poprzednią książkę o jelitach przeczytałam dość szybko, jednak poczułam także niedosyt informacji na ten temat. Koleżanka poleciła mi książkę Robynne Chutkan Zdrowa lekkość brzucha, która może stanowić świetne uzupełnienie naszej wiedzy. Historia wewnętrzna stanowi dość dobry zbiór wiedzy teoretycznej na temat funkcjonowania układu trawiennego, jednak brakuje tam przykładów zaburzeń funkcjowania, jak i sposobów rozwiązania konkretnych problemów gastrologicznych. Książka Robynne Chutkan pomija szczegółowe opisy anatomiczne i bardziej skupia się na zaburzeniach funkcjonowania układu trawiennego. Zawiera także dużo informacji praktycznych dzięki którym możemy modyfikować swoje nawyki żywieniowe tak, aby układ trawienny służył nam jak najlepiej.
Na razie przeczytałam 6 rozdziałów, więc najważniejsza część książki - 10-dniowy plan uwolnienia się od wzdęć, toksyn i trawiennego balastu dopiero przede mną.



Na chwilę porzuciłam dzierganie sukienki i teraz w ramach odpoczynku wykonuje sweterek dla młodszego syna. W planach jest także identyczny dla starszego.


Wpis w ramach>